Wybudowany w okresie międzywojennym przez rodzinę Macudzińskich, potem przez wiele lat użytkowany przez miejscowy POM (dla niewtajemniczonych z najmłodszego pokolenia – ten skrót to Państwowy Ośrodek Maszynowy). Wreszcie w latach 90. znalazł nowego właściciela. Troskliwie odremontowany, jest – jak za dawnych czasów – zatopioną w zieleni siedzibą mieszkalną. Włóczę się po ogrodzie, usiłując uchwycić obiektywem szczegóły jego rozświetlonej słońcem sylwety. Z zacienionego tarasu dochodzą głosy domowników. Omijam go starannie – przecież nie przyjechałam tu podglądać mieszkańców, tylko budynek dawnej rezydencji, który ma szczęście i dzisiaj pełnić podobną rolę...
Najdalszym punktem na mapie, w stronę którego szybciutko zmierzamy, jest Poręba Dzierżna. Jest tam niewielki, ale uroczy dworek, którego już by nie było, gdyby w pewnym momencie – gdy wraz z PRL-em powoli dokonywał swojego żywota – nie kupiła go pewna rodzina architektów i nie poddała natychmiastowej reanimacji. Teraz jaśnieje bielą wśród parkowych drzew... Zaskoczony naszą wizytą gospodarz (nie umawialiśmy się wcześniej na spotkanie), oprowadza nas po sadzie i ogrodzie, opowiada o jabłonkach i sosnach... Potem przechodzimy nad staw, gdzie właśnie szerokie koła zatacza czapla... Z zarośli wypływa stadko dzikich kaczek... A tuż obok, po pniu drzewa wspina się ogromna gromadka ślimaków – winniczek. Cisza, spokój. Na sesję zdjęciową i rozmowę o samym dworku umawiamy się na termin późniejszy...
Z Poręby Dzierżnej kierujemy się do Pogwizdowa, gdzie w świeżo odremontowanym dworku mieści się szkoła. Garstka dzieciaków dokazuje na ławeczkach przed wejściem. Wewnątrz pachnie świeżością. Remont jeszcze nie zakończony – na swoją kolej czeka górna kondygnacja. Dookoła budynku i na szkolnych korytarzach czyściutko. Widać wszyscy tu dbają o swoją nową-odświeżoną szkołę. Któraś z pań nauczycielem prosi, żebym nie fotografowała bocznej fasady, wstydząc się zabezpieczonego prowizorycznie okna, którego szyby ucierpiały podczas ostatniej wichury. Nie fotografuję...
Z Pogwizdowa jedziemy do Przybysławic. GPS prowadzi przez polne, kręte drogi, nie najlepiej oznakowane. Pytam przypadkowego przechodnia o dwór w Przybysławicach i okazuje się, że jesteśmy w Makowie, a tu... jest także dwór. Rzeczywiście – jest. Wzniesiony w pierwszej połowie XIX wieku niewielki dworek (choć historia majątku jest znacznie starsza), poprzedzony ułożonymi w czworobok zabudowaniami gospodarczymi. W rękach rodziny obecnych właścicieli od końca wieku XIX. Rozmawiamy w ogrodzie, przy misach pełnych śliwek, przygotowywanych na jakieś przetwory. Gospodarz przynosi garść pamiątek rodzinnych – zdjęcia, pamiętniki, wspomnienia, zapisane drobnym kaligraficznym pismem...
Maków... Jeszcze jeden punkt na mapie, do którego trzeba powrócić...
Przybysławice. Zrujnowany, smutny dworek z początku XIX wieku w głębi zaniedbanego parku. Jego ostatnim właścicielem przed wojną był Tadeusz Kozłowski, legionista, poseł na Sejm RP. Potem użytkowała go Rolnicza Spółdzielnie Produkcyjna. Obecnie własność prywatna... Powoli dogorywa. Na fasadzie frontowej resztki drewnianych zdobień... Jaki czeka go los?
Z Przybysławic kierujemy się do dworu w pobliskich Święcicach, którego sylweta mignęła mi kiedyś przypadkowo chyba na jakiejś stronie internetowej. Miejscowi wskazują zarośniętą krzewami ścieżkę... Śmieją się: „może by pani go kupiła na jakiś cel kulturalny... tu nic nie ma”. Nie jest łatwo przedrzeć się przez zarastające wszystko pokrzywy. Ale... warto było! Budynek, o pięknej sylwecie, powoli zamieniający się w ruinę. Od frontu cztery pękate kolumny podtrzymują ostatkiem sił umieszczoną powyżej facjatę. Od ogrodu pięcioboczny ryzalit dawnego salonu z wysokimi półokrągłymi oknami, a nad nim masywna wystawka z zadaszeniem wspartym na kolumnach. Dworek niewielki, ale pełen niezwykłego uroku. niegdyś należał do rodziny Morstinów i Wielowieyskich, po wojnie, wiele lat temu była tu szkoła (do dziś zachowała się przerdzewiała tablica przed wejściem. W gminie dowiedziałam się, że na początku naszego wieku upomnieli się o niego spadkobiercy dawnych właścicieli. Sprawa gdzieś utknęła i czas się zatrzymał... Niestety, nie zatrzymał się dla dworku i tu widać jego niszczycielski upływ...
Ostatnim obiektem w trakcie dzisiejszej wędrówki jest dwór w Zaryszynie. Wzniesiony w początku XIX wieku, na starszych, XVIII-wiecznych fundamentach, stanowił niegdyś własność Wielowieyskich. Przez wiele lat po wojnie mieściła się tu filia szkoły podstawowej w Książu Małym. Ma dosyć charakterystyczną sylwetkę, z dwukondygnacyjną częścią centralną, po obu stronach której umieszczono dwa bliźniacze portyki kolumnowe. Od kilku lat jest własnością prywatną i w tym czasie dorobił się solidnych okiennic zabezpieczających przed wejściem niepowołanych gości. Może nie tylko... Kręcący się koło obiektu ludzie z taśmami mierniczymi budzili nadzieję, że może ich działania będą miały jakiś efekt wymierny dla zaniedbanego dworku, wsławionego niegdyś faktem, że w nocy z 14 na 15 marca 1863 roku zatrzymał się tu gen. Langiewicz wraz ze swym oddziałuem powstańców styczniowych...
|