Ale zanim dotrzemy do Glanowa - rzut okiem na Modlnicę - jarząca się oślepiająca bielą w jesiennym słońcu. Dwór w Modlnicy można zwiedzać, ale tylko w niedzielę. Dzisiaj panuje cisza, ktoś krząta się, grabiąc świeżo spadłe liście. Kilka szybkich fotek i jedziemy dalej. Tomaszowice – znane podkrakowskie centrum konferencyjne, zadbane, tętniące spokojnym życiem niewielkiego hotelu. A już kilka kilometrów dalej – Giebułtów. Niewielki, zamieszkany dworek, zagubiony wśród otaczającej go zewsząd nowszej zabudowy. Rozsypujący się ganek zawieszony sznurami z praniem. Żyje, ale taki jakiś smutny... Jeszcze smutniej jest w Cianowicach. Opuszczony przed kilkoma laty neogotycki pałacyk (proj. Teodora Talowskiego), obecnie odzyskany przez spadkobierców dawnych właścicieli, powoli dogorywa. Rozsypujący się taras, powyrywane deski, którymi niegdyś starano się zabezpieczyć wejścia, sterty śmieci wśród resztek dawnego krajobrazowego parku... Jakie ma szanse na przetrwanie?
Za to spotkanie z dworami w Glanowie i Tarnawie to prawdziwa radość. Oba zatopione w kwiatach, zapraszające kolumnowym portykami wejść. Żywe, ciepłe, serdeczne. Równie serdeczne jak ich gospodarze i towarzyszące im przy powitaniu psy. Jedne z niewielu dworów, który są po prostu domami. Pozostając od pokoleń w rękach jednej rodziny, wypełniły się zapachem domowego ciepła, mnóstwem przedmiotów, z których każdy ma swoją historię – niektóre są cennymi pamiątkami rodzinnymi, inne – po prostu ulubionymi bibelotami. Podobny charakter ma dwór w Gołyszynie – starannie odrestaurowany w latach 80. przez nowego właściciela – stał się domem - domem, w którym się mieszka, o który się dba, do którego się codziennie wraca.
W drodze powrotnej zahaczamy o dawne siedziby Popielów. W Ściborzycach, w trzypiętrowym ceglanym pałacu (proj. Teodora Talowskiego) – jeszcze pustym i zdewastowanym przez powojennych użytkowników - zastajemy nowego właściciela. Nowego? Krzątający się wokół pałacu mężczyzna jest potomkiem rodziny Popielów, któremu po latach starań udało się pałac odzyskać. Teraz – pełen zapału i wiary - planuje przywrócić pałacowi dawną świetność. My też wierzymy, że mu się to uda. Dużo gorzej wygląda sytuacja w Czaplach Małych – spór o prawo pierwokupu obiektu, pomiędzy spadkobiercami dawnych właścicieli a osobą, której na początku lat 90 gmina go sprzedała, zakończył się... zagładą pięknego niegdyś dworu. Co stanie się z malowniczą ruiną? Udało się natomiast przetrwać kolejnej siedzibie Popielów – w Czaplach Wielkich. Budynek dworu – przebudowany, pozbawiony cech stylowych (proj. Bolesława Podczaszyńskiego), od lat użytkuje szkoła. Trochę dziwnie wyglądają sterczące do nieba, pozbawione architrawowego zamknięcia kolumny... Ale dwór istnieje...
|